Któregoś zimowego wieczoru, kiedy leżałam zakopana pod grubym kocem i zastanawiałam się dlaczego akurat mnie spotykają wszystkie okropności tego świata, z odsieczą przyszli moi bliscy, którzy wrócili z zakupów i podrzucili mi zajęcie na najbliższe godziny. Słyszałam o tej książce już jakiś czas temu, ale jakoś dotychczas nie wpadła w moje ręce. Jak się później okazało,  dokładnie w tym momencie mojego życia miałam trafić na Kaśkę. Szczerze? Nigdy psychofanką twórczości Hey specjalnie nie byłam, owszem, potrafię zanucić Teksańskiego, pobujam się do pluszowego misia, ale na koncerty nie chodziłam (nie licząc Majówek czy innych Juwenaliów), płyt również nie posiadam. Fakt faktem, zawsze uważałam, że Kaśka tworzy sztukę ciekawą, jej teksty są przemyślane a melodie wpadające w ucho, zaś sama postać osobliwa – do dziś mam obraz blondynki z głową spuszczoną w dół, wykonującą minimalny ruch na scenie przy stojaku z mikrofonem. Nigdy nie pokusiłam się również, aby poznać artystkę, aż po wspomniany wieczór, kiedy to z ciekawości zajrzałam do nowo wydanej książki autorstwa piosenkarki.

Okładka książki Katarzyny Nosowskiej "A ja żem jej powiedziała..."

“A ja żem jej powiedziała”, to pozycja dla kobiet – tego jestem pewna. Błyskotliwe teksty, sytuacje, które z pewnością przeżyła większość z nas, ciekawe spostrzeżenia na temat życia, totalnie na luzie, bez zbędnego spięcia, po prostu swojsko – tak w wielkim skrócie można zaczepić czytelnika tą pozycją.

Masz podły humor? Zaraz minie…

Autorka ma w sobie tyle dystansu, że aż jej zazdroszczę. Opisuje masę życiowych spraw, z perspektywy kobiety dojrzałej, która w życiu już coś przeżyła, ale robi to w tak swobodny sposób, że nie zalatuje to pouczaniem, czy moralizowaniem. Wiele razy podczas lektury krztusiłam się ze śmiechu, bo jak tego nie robić czytając słowa “Jeśli Twoja najlepsza przyjaciółka mówi do Twojego chłopaka: “Masz przerąbane, ona jest taka trudna”, to możesz mieć pewność, że w pojedynczym namiocie, z braku miejsca, spaliby na jeźdźca”. Prawda, że boskie?

Czyli nie tylko ja tak mam?

Kaśka porusza wiele spraw, nie boi się mówić o swoich słabościach, fobiach, kompleksach. Wprowadza czytelnika w swój intymny świat, dzieli się spostrzeżeniami. To raczej nie książka z cyklu “jak żyć”, nie o to chyba chodziło autorce. Powiedziałabym raczej, że książka opisuje sfery życia kobiet, sytuacje z którymi wielokrotnie się spotkałyśmy lub słyszałyśmy o podobnych. Często potakiwałam głową podczas przesuwania wzrokiem po kartkach albo myślałam, o kurcze to ona, gwiazda też tak ma? Jak my, zwykli śmiertelnicy? Dziwne, że nadajemy celebrytom iście boskie przymioty i nie mieści się nam w głowach, że mogą ich trapić problemy dnia codziennego. Kaśka tez się temu dziwi.

Opcja do poduszki lub na prezent dla koleżanki

Poleciałbym tę książkę każdej kobiecie, która wybiera się na wakacje i chce się rozerwać. Poleciłabym ją również kobiecie, która jest w dołku, ma depresję, rozpoczyna kolejną dietę, jest sfrustrowana pracą, wypalona zawodowo, czy emocjonalnie. Również takiej, która chce po prostu w zaciszu sypialni zaszyć się w kobiecym świecie i przez chwilę mieć czas tylko dla siebie i pośmiać się razem z Kaśką. Każda znajdzie tutaj z pewnością coś dla siebie i z ulgą przyzna “uff, a więc nie jestem wariatką, też tak mam”. Lżej się nam żyje, kiedy słyszymy, że ktoś przeżył to samo, ktoś przeszedł tę samą ciężką, drogę – Kaśka pomaga nam zrozumieć, że to zupełnie normalne jeżeli komuś nie udało się wytrwać w diecie, ktoś wstydzi się swojego ciała, nie ma odwagi rozmawiać z obcymi ludźmi czy przeżył nieszczęśliwą miłość, a w dzieciństwie nie miał wsparcia – dużo ludzi tak ma i już.

 

I na koniec … nie ocenia się książki po okładce, ale … ta jest wyjątkowa –  przyciąga uwagę, jest przekolorowa, wyrazista, pozytywna i niech to będzie najbardziej zwięzła recenzja tego, co zawiera w środku. Słowem, luksus dla duszy:)