Kiedy 7 lat temu robiła kurs instruktora ZUMBA® fitness, usłyszała “Po co się w to angażować? Przecież po roku to przestanie być popularne”.

Kiedy po raz pierwszy pojawiła się w Orlando, na konwencji ZIN (Zumba Instructor Network) w 2016 roku, zrobiło to na niej takie wrażenie, że zamiast spędzić z narzeczonym miesięczne wakacje w Nowym Jorku, przebukowała bilety i wróciła do Polski prowadzić zajęcia Zumby.

Rok później znalazła się w finale konkursu dla instruktorów z całego świata ZUMBA NEXT RISING STAR. 

Zbudowała społeczność zumbowej rodziny we Wrocławiu, jej klienci wyjeżdżają z nią na rejsy statkiem po Morzu Śródziemnym, chodzą razem do kina, organizują maratony. Sala, na której odbywają się zajęcia pęka  w szwach, wiem co mówię;)

Poznajcie niezwykle utalentowaną, odważną, ambitną, mega pozytywną i pełną energii kobietę, która dzięki swojej ogromnej pasji do tańca i śpiewu podbija świat i jeszcze z pewnością nie raz o niej usłyszymy:) Przed Wami Karolina – Zumba Queen:)

Jak Zumba zmieniła Twoje życie?

Właśnie ostatnio mnie naszła taka refleksja, o której powiedziałam we wtorek moim klientom. Miałam minutę do rozpoczęcia zajęć, stanęłam i powiedziałam “Wiecie co, muszę Wam coś powiedzieć, naprawdę ostatnio zrozumiałam, że Zumba, to jest moje największe szczęście w życiu. To jest czas dla mnie, każdego dnia, gdzie mogę się totalnie odłączyć od życia codziennego, od problemów i po prostu cieszyć się, czerpać radość z tego, że tańczę, że jestem wśród ludzi, że jestem otoczona tą radosną muzyką, to naprawdę niesamowicie zmieniło moje życie”. I mówię do nich: “Okay wyjazdy,  konwencje, świat, to wszystko jest super i do tego dążyłam przez wiele lat, ale moje zajęcia codzienne dają mi najwięcej radości, satysfakcji, są po prostu lekiem na całe zło”.

Czy w obliczu tego, jak rozkręciła się Twoja kariera, te Twoje codzienne zajęcia, jak wracasz na salę z Orlando nie są dla Ciebie nudne, zbyt “małe”?

Nie, absolutnie nie, wręcz mogłabym powiedzieć, że moje odczucia są zupełnie przeciwne. Czuję się jednak trochę skrępowana, jak wychodzę na wielką scenę, a tutaj po prostu czuję się jak ryba w wodzie. Tam jadę z takim delikatnym stresem, że muszę dobrze wypaść, że jednak ktoś na mnie patrzy, ktoś mnie ocenia, może nawet się mną inspiruje, także jest to taki myślę sceniczny stres.

Taki motywujący można powiedzieć?

Tak, też dobry, oczywiście, bo jednak wymaga to ode mnie dużego przygotowania, miesiąc pracy nad tworzeniem choreografii, układaniem playlisty, żeby to wszystko naprawdę bardzo dobrze się prezentowało. A tutaj przychodzę na zajęcia, to mogę po prostu w kółko się bawić. Oczywiście te zajęcia też mają „ręce i nogi”, wszystko jest poukładane, ale mogę sobie wykorzystywać choreografie od ludzi, którzy mnie inspirują, co jest dla mnie dodatkowym kopem, dodatkową zabawą. Często sobie przypominam momenty, jak byłam w Orlando, jak się cudownie bawiłam, widziałam na scenie np. Kass Martin, która na co dzień mnie inspiruje, a tam miałam okazję doświadczyć tego bezpośrednio. I wracam tu do swoich zajęć i po prostu eksploduję radością, że mogę się tym bawić. Bo te zajęcia we Wrocławiu są dla mnie zabawą.

No właśnie i tak jak powiedziałaś, że czujesz się na swoich zajęciach jak w domu, to też chyba zasługa ludzi, którzy tworzą swego rodzaju społeczność, zumbową rodzinę i dla nich to nie są zwykłe zajęcia, na które idą po pracy do klubu, tylko wręcz sposób na życie, prawda?

Dokładnie tak, na przykład żeby daleko nie szukać, dzisiaj idę z moimi klientami po zajęciach do kina. Stworzyliśmy naprawdę niesamowitą grupę przyjaciół, która nieustannie się powiększa – wiadomo, różne są sytuacje, raz jest nas więcej, raz mniej, czasem ktoś zmienia miejsce zamieszkania, powiększa rodzinę czy się wykrusza i to jest naturalne, ale zawsze przychodzi ktoś nowy. My w tej grupie najbardziej zaangażowanej organizujemy wyjazdy po całej Polsce, a nawet świecie, bo dziewczyny w tym roku jadą ze mną na rejs po Morzu Śródziemnym, gdzie będziemy przez tydzień pływać z Włoch, przez Hiszpanię, Francję i tańczyć Zumbę na pokładzie statku, także tak, to wkręca – jak najbardziej. Nie da się nie nawiązać tych przyjaźni, bo my razem się bawimy – to są bardzo sprzyjające warunki, a nawet były takie przypadki, że ludzie jeździli na takie wyjazdy, bo chcieli potańczyć, trafiali do jednego pokoju i teraz te przyjaźnie trwają po kilka lat – nawet mam taki przypadek, że dziewczyna już nie chodzi na Zumbę, a utrzymuje stały kontakt z drugą, która była z nią w pokoju. Naprawdę jest fajnie, bo tutaj wszędzie dookoła otaczają nas dobre, pozytywne emocje, przychodzimy się wyluzować, nie przynosimy problemów z pracy, ale wspieramy się i ma to tylko i wyłącznie pozytywny wydźwięk.

Nawet jak o tym mówisz, to widać, że z Twojej twarzy nie schodzi ani na chwilę uśmiech, żyjesz tym i to jest w 100% prawdziwe. Skąd w takim razie czerpiesz te pozytywne emocje i ogromne pokłady energii, które uczestnicy mogą zaobserwować na Twoich zajęciach? Czy Ty bywasz w ogóle zmęczona?

Jestem – czasem mi się zdarza – ale myślę, że to działa na zasadzie wymiany – ja biorę energię od ludzi, ludzie ode mnie i my tak nawzajem się po prostu nakręcamy, śpiewamy, krzyczymy, tańczymy i po prostu tworzymy perpetum mobile:) To przede wszystkim moja ogromna pasja, ja już od małego kochałam taniec i scenę.

No właśnie, czyli to było w Tobie od zawsze?

Przez kilka lat tańczyłam taniec towarzyski, jeździłam na zawody tydzień w tydzień i ciężko trenowałam, perfekcyjne ruchy, wszystko na wysokim poziomie, ale myślę, że się po prostu urodziłam z miłością do tańca, muzyki i śpiewu i grania. Jak tylko miałabym więcej czasu w grafiku, to na pewno próbowałabym nauki gry na różnych instrumentach, bo ja po prostu kocham muzykę i to jest dla mnie niesamowitym motorem do życia, bo jak tylko słyszę muzykę, fajną piosenkę, to po prostu angażuję się w nią i czerpię z niej tę energię. Jak byłam mała, to stawałam na krześle, wywoływałam ciszę  podczas imprezy rodzinnej i mówiłam “teraz cicho, bo ja będę śpiewać”, no i cała rodzina musiała umilknąć, bo Karolina robi występ, koniec rozmów, żartów, bo teraz trzeba patrzeć na gwiazdę:) Mi to zawsze po prostu sprawiało przyjemność. Lubiłam występować na scenie, jak ktoś bił mi brawo, obserwował mnie i podziwiał – nie odczuwałam żadnej blokady, było to dla mnie naturalne. A teraz dzięki Zumbie, mogę spełniać obie te przyjemności – czerpać radość z muzyki i występować na scenie. Dla mnie bomba:)

A powiedz, czy myślisz, że Twoje przygotowanie zawodowe, taneczne pomogło Ci wystartować z Zumbą, w poczuciu rytmu, nauce kroków, czy raczej nie miało to znaczenia?

Zumba z założenia ma być prosta, docierać do ludzi o każdych możliwościach fizycznych,  poziomie koordynacji ruchowej i zdolnościach tanecznych, czy ich braku – to główne założenia, ona ma być dostępna dla każdego, dawać radość i pozwalać się ruszać, nie myśląc o tym, że robimy trening. Natomiast to, że ja poszłam o krok do przodu i wystartowałam w konkursie “Zumba next rising star”, dostałam się do finału i wystąpiłam na konwencji Zumby, na pewno miało to swoje zaplecze. Wiadomo Zumba jest dla każdego, ale każdy prezenter inaczej wygląda na scenie i myślę, że ludzie, którzy są w Zumbie dostrzegają te niuanse. Każdy z instruktorów przemyca swój styl, jedni wcześniej tańczyli hip-hop, mają inny ruch ciała, ja tańczyłam taniec towarzyski, więc taki bardziej delikatny styl, tak samo ktoś, kto nie tańczył w ogóle, też ma inny styl, który nie jest przez to zły, a może i nawet bardziej dostępny dla ludzi, którzy wcześniej nigdy nie praktykowali tańca. Więc jak na to teraz patrzę, to moje doświadczenie taneczne dało dużo łatwości, bo jednak latami pracowałam nad tym, żeby panować nad ciałem, naśladować ruchy perfekcyjnie,  idealnie, więc na pewno takiej świadomości własnego ciała nauczył mnie taniec towarzyski.

A długą miałaś przerwę między zakończeniem kariery tanecznej a rozpoczęciem przygody z Zumbą?

W ogóle nie miałam przerwy, bo Zumbę poznałam w czasie trenowania tańca towarzyskiego.  To było na jednym z obozów letnich Dance Center Kluczbork, gdzie instruktorka Zumby prowadziła nam poranne rozruchy i na obozie mieliśmy godzinę Zumby i ja po prostu wtedy się w niej zakochałam. I trenując taniec towarzyski (poniedziałek, środa, piątek), we wtorek i czwartek chodziłam na Zumbę. Ale wtedy jeszcze nie było pomysłu, żeby samej zostać instruktorem Zumby – po prostu mi to pasowało. Kocham latynoamerykańską muzykę, bardzo mnie to wciągnęło. Potem przyjechałam tutaj na studia do Wrocławia, przez rok jeszcze próbowałam znaleźć nowego partnera, ponieważ chodziłam do szkoły tańca i chciałam kontynuować taniec towarzyski, ale to mi się nie udało krótko mówiąc i już po zakończeniu pierwszego roku studiów, w czasie wakacji zrobiłam kurs instruktora Zumby i od września zaczęłam pracę. Także u mnie się to tak nałożyło.

Trudno zostać instruktorem Zumby? Ale tak obiektywnie, bez posiadania zaplecza, czy to jest do ogarnięcia?

Wszystko jest do ogarnięcia i naprawdę polecam to każdemu – taki kurs trwa dwa dni. Iza Kin, nasz specjalista wyszkoli każdego na medal 🙂 

Wow, naprawdę?

Naprawdę:) I muszę powiedzieć, że spod moich skrzydeł, w przeciągu siedmiu lat wyszło około 6 instruktorek. To naprawdę się dzieje, te dziewczyny podejmują decyzję “Tak, też chcę to robić”, idą na kurs i powoli (wiadomo na początku czują lęk przed sceną, występem na maratonie) trzeba przejść swoją drogę – każdy ją przeszedł, ja też ją przeszłam i jak najbardziej jest to do zrobienia. Małymi kroczkami, zaczynając od zrobienia zajęć dla swoich koleżanek z pracy, potem jakaś mała grupa, która się buduje, buduje, buduje i my nabieramy przez to doświadczenia, pewności siebie i nagle ja widzę taką dziewczynę, która chodziła do mnie na zajęcia po roku i mi po prostu szczęka opada na podłogę i ja w ogóle nie wiem co ja mam powiedzieć, czy bić brawo, czy płakać, czy ją uścisnąć.

To musi być budujące, że inspirujesz ludzi, bo przecież patrzą na Ciebie, obserwują Ciebie i chcą być tacy jak Ty.

Na pewno, każdy ma swojego instruktora, od którego wyszedł. Ja też inspirowałam się na instruktorce, od której wyszłam, to była Ola Blana z Kluczborka i to ona zaraziła mnie miłością do Zumby. Potem, jak przyjechałam tutaj do Wrocławia, to najpierw był taniec towarzyski i na Zumbę nie chodziłam, ale potem jak już się wdrożyłam jako instruktor, byłam takim raczkującym instruktorem we Wrocławiu i w Długołęce, to zaczęłam łapać kontakty z innymi, starszymi doświadczeniem instruktorami, oni też zaczęli mi pomagać, pracowaliśmy razem, spotykaliśmy się, występowaliśmy – np. Agnieszka Ginardo, która tutaj też pracuje w Fitness Academy bardzo dużo mi pomogła, dużo mnie nauczyła (dynamit-kobieta). Jeśli chodzi o mnie, to czerpię inspirację zewsząd dookoła, Zumba jest na tyle szeroką dyscypliną rekreacji, że możemy się inspirować wszystkim, nawet teraz, kiedy słyszę jakąś fajną piosenkę w radiu, myślę co by można było z nią zrobić. Nawet jeżeli zobaczę u jakiegoś instruktora ciekawy ruch, pomysł, to inspiruję się tym i przekładam to na swoje zajęcia.

Jak już jesteśmy przy inspiracji, jestem ciekawa czy pamiętasz kiedy poznałaś guru i twórcę Zumby, Beto Pereza, co wtedy czułaś?

To jest człowiek, dzięki któremu moje życie jest takie piękne, bo on to wymyślił. Pierwszy raz zobaczyłam Beto na konwencji Zumba Fitness w Orlando, która odbywa się tam co roku. Zjeżdża się na nią 8-10 tysięcy instruktorów z całego świata. Tam wtedy po raz pierwszy pojechałam w 2016 roku i ta konwencja na maksa zmieniła moje życie. Zobaczyłam tyle inspiracji, tylu szalonych instruktorów w jednym miejscu, że jak wróciłam do Nowego Jorku, bo tam wtedy był mój narzeczony, z którym mieliśmy spędzić jeszcze miesiąc, to powiedziałam mu “Bardzo Cię przepraszam kochanie, ale ja muszę przebukować bilet, wrócić do Polski i prowadzić Zumbę”.

Ciekawe jak zareagował?

On powiedział, że ja oszalałam, cała rodzina, nikt mnie nie mógł zrozumieć. A dla mnie było to tak ogromne przeżycie, że spotkałam Beto, Steve’a i wszystkich instruktorów, którymi się inspiruję, miałam tyle nowych pomysłów, że przebukowałam ten bilet i wróciłam do Polski prowadzić Zumbę. Przez cały rok moja rodzina myślała, że jestem niepoważna, a ja w tym czasie w kwietniu aplikowałam do konkursu “Zumba next rising star”, gdzie dostałam się do finału i mój narzeczony miał okazję przyjechać wtedy do mnie do Orlando i dopiero gdy po roku, on stanął w holu hotelu, otworzył usta ze zdziwienia i powiedział “Okay, teraz rozumiem”. Więc naprawdę wyjazd tam jest na tyle inspirujący, że polecam każdemu instruktorowi, żeby przynajmniej raz w życiu zorganizował sobie ten wyjazd, załatwił wizę, zebrał środki na to i po prostu pojechał, bo naprawdę warto. Ta pierwsza konwencja zmieniła moje życie, dała mi taki power do działania właśnie tutaj.

Czy każdy instruktor może tak po prostu tam pojechać, wystarczy zebrać środki, wizę czy trzeba się gdzieś zarejestrować, przejść selekcję?

Nie, właśnie nie. To jest konwencja, gdzie na scenach występują osoby top of the world, a pod sceną zjeżdżają się instruktorzy, żeby się od tych osób uczyć. I ja właśnie w ten sposób brałam udział w tej konwencji, pojechałam tam, żeby zaczerpnąć od nich czegoś więcej, też przez przypadek, bo miałam wtedy wyjazd do Stanów zaplanowany, pierwszy raz w życiu i nagle dostałam maila od Zumby “Czy już zapisałaś się na konwencję w Orlando?” Szybko sprawdziłam, czy będę mogła pojechać i pojechałam:)

Rozumiem, że jak już zgłosiłaś się do konkursu, to musiałaś pracować nad jakąś choreografią, czy w ogóle trudno tworzyć choreografię?

Myślę, że trzeba mieć jakąś wiedzę i nie pomylić rytmu i do salsy nie włożyć kroków samby. Więc trzeba rozpoznać rytm, mieć zasób kroków i z tego stworzyć choreografię z kombinacjami i „upiększaczami” – to nie jest wielki problem, jeśli rzeczywiście tym żyjemy i mamy jakieś inspiracje, doszkalamy się itd. Natomiast moje choreografie do konkursu musiały już w jakiś sposób zaimponować jurorom, wyróżniać się. A w jury był między innymi Steve Boedt wraz z Kass Martin, którzy są moją największą inspiracją, mega zdolni ludzie i oni właśnie stworzyli ten konkurs. Więc nie było to dla mnie stresujące, bo jak usłyszałam, że jest organizowany taki konkurs, to bardzo szybko wiedziałam, co chcę zrobić, poczułam natchnienie i ułożyłam tę choreografię w 5 minut! Słysząc muzykę wiedziałam, jakie emocje chcę przekazać, jaką ja chcę z tego stworzyć całość. Natomiast potem, jak już się dostałam do piątki finalistów i miałam wystąpić na scenie, gdzie naprzeciwko pomiędzy ludźmi był stół, gdzie siedział Beto, Nancy, Steve Boedt, Kass Martin, Jessica Exposito i ta loża, naprzeciwko której musieliśmy wystąpić była stresująca ogromnie. Tak naprawdę, występując już na tej scenie, jak już przebrnęłam przez układanie choreografii, to też miałam dużo wątpliwości, jaką piosenkę użyć. Wymagało to przygotowań, żeby to wszystko zgrać i żeby podjąć dobre decyzje, jak się zaprezentować i co przekazać, ale jak już tam byłam, starałam się przede wszystkim wtedy bawić z tymi ludźmi, którzy przyszli na zajęcia, a tę lożę “zasłonić jakąś kotarą”, w ogóle na nich nie patrzeć – myślę, że to mi się udało. Nie wspominam tego konkursu jako ogromnego stresu, czegoś, co mnie paraliżowało. Spać nie mogłam, ale myślę, że to z emocji, podekscytowania, stres na pewno też trochę i całe to przejęcie mojej rodziny, napływające słowa wsparcia przerażały mnie trochę, że tyle osób trzyma za mnie kciuki.

No to jest duża rzecz, jakby nie było. Wiem też, że wystąpiłaś w Pytaniu na śniadanie, udzielałaś wywiadu do kobiecego czasopisma Women’s Health, pojawiłaś się również na okładce tygodnika dla Polonii w Nowym Jorku. Jak się czułaś współpracując z mediami?

Opowiadałam o tym wszystkim tak, jak Tobie tutaj dzisiaj. To są super przeżycia. Współpraca z mediami jak najbardziej jest ciekawym doświadczeniem i pomaga w przebiciu się, bo ludzie nagle zaczynają się interesować samym tematem Zumby i chodzić na zajęcia 😉  

Jak to wygląda w Twoim rodzinnym mieście, czy ludzie Ci kibicują, rozpoznają Cię na ulicy?

Rzadko ostatnio jestem w rodzinnym mieście, a jeśli już, to spędzam czas z rodziną, więc ciężko mi powiedzieć jak mnie oceniają, ale traktują całkiem normalnie, wspierają, kibicują. Jeśli chodzi o koleżanki z liceum, ja im zazdroszczę (w takim pozytywnym sensie) takiego normalnego życia, rodziny, domu z ogrodem, a one mi zazdroszczą tego, co mam, jak ja spędzam czas. Ja w takim prawdziwym życiu jestem daleko za nimi, każdy człowiek ma coś, co jest super i każdy drugiej osobie kibicuje w czym innym i imponujemy sobie nawzajem. Ja mam coś, czego oni nie mają, a oni mają to, czego ja nie mam. Cały czas na mediach społecznościowych jesteśmy w kontakcie, przykładowo ja się cieszę z narodzin drugiego dziecka, a one mówią “oooo znowu poleciała do Stanów, super”, także to działa w obie strony, ale bardzo pozytywnie.

Jakie masz teraz plany na najbliższy czas, co w Zumbie jest jeszcze do zrobienia?

Zawsze będę chciała występować na konwencji w Orlando i to będzie dla mnie na maksa satysfakcjonujące, teraz szykuje mi się z kolei dużo podróży, podczas których będę prowadziła Zumbę w różnych zakątkach świata. Za dwa tygodnie lecę do Korei, potem za kolejne dwa tygodnie do Turcji, następnie szykuje nam się rejs po Morzu Śródziemnym – cały tydzień na pięknym statku, zajęcia z Zumby od rana do nocy. Te wyjazdy są bardzo ciekawe, pierwszy raz polecę do Azji, jest to dla mnie nieodkryty jeszcze ląd.

A jak takie rozłąki znosi narzeczony, czy pogodził się z tym, że masz taką pasję, czy bywa ciężko?

Przyznam szczerze, że na szczęście, Bogu dzięki, mam narzeczonego, który ma również swoją pasję i ja myślę, że to jest złoty środek do tego, żeby nie zazdrościć sobie nawzajem kariery, czy zaangażowania w coś, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie on by siedział w domu, a ja bym kursowała i zapominała o domu, ale on ma tak samo:) On też podróżuje, odnosi swoje sukcesy, więc tak naprawdę kibicujemy sobie nawzajem i wykopujemy się z domu, jak tylko pojawi się jakaś okazja, czy Maksa jakieś szkolenia w Stanach, ja też mówię “Pakuj się i jedź”, tak samo on mówi do mnie. Przez to nasz związek nieco zwolnił, przystopował, bo mieliśmy brać ślub w zeszłym roku, ale myślę, że ten czas jest po to, aby go w pełni wykorzystać, jakie możliwości nam daje świat i korzystać z tego, a na rodzinę przyjdzie czas.

Jaką ścieżkę ma do zaoferowania Zumba? Czy jeśli raz zostajesz instruktorem, to nie ma już więcej możliwości?

Daje możliwości, jak najbardziej. Firma co jakiś czas otwiera konkurs na Zumba Jammera, to jest pewne stanowisko, które daje Ci możliwość tworzenia choreografii i organizowania takich małych szkoleń dla instruktorów (w Polsce mamy dwóch Jammerów – są nimi: Michał Kurpet i Łukasz Grabowski, który wygrał edycję Zumba next rising presenter w 2018 roku). Jest to fajna opcja dla ludzi, którzy czują, że tworzenie choreografii, to jest ich mocna strona i chcieliby szkolić ludzi i dawać im różne rady, jak doskonalić swoje umiejętności prowadzenia zajęć.

Inną opcją jest również tworzenie społeczności przez instruktorów lokalnych, nie samo nawet dążenie do jakiegoś celu zwiększenia grupy, tylko kreowanie atmosfery, pozytywnych emocji, gdzie ludzie chcą wracać. I to było założenie Zumby, bo nie ma szans, żeby każdy instruktor miał możliwość wystąpienia na konwencji w Orlando, to jest po prostu nierealne. Jest jeszcze jedna opcja rozwoju, jest to ZES (Zumba Education Specialist), my mamy w Polsce jedną taką osobę, jest to Izabela Kin-Janda, która nas wszystkich tak pięknie wyszkoliła. 

Jak ma się Zumba w Polsce?

Wszystko zależy od lokalnego instruktora, jeśli on stwierdzi, że chce się angażować, tym bawić i będzie tworzył jakieś fajne wydarzenia, typu Zumba Halloween – przebieramy się, Zumba Karnawał, jest lato – wychodzimy na boisko, Mikołajki – organizujemy maraton, zapraszamy instruktorów z okolicy, oni przyjeżdżają ze swoimi klientami. Wszystko zależy od zaangażowania instruktora, jeśli będzie chciał zbudować popularność Zumby, to zrobi to na pewno. Dużo też pomagają nam media społecznościowe i mi osobiście wydaje się, że Zumba jest bardzo popularna, ale chyba nie jestem do końca obiektywna, bo obracam się w tym temacie. Kiedyś jak robiłam kurs instruktora Zumby, to ktoś mi powiedział “Aaa po co Ci to, tyle pieniędzy, zrobisz kurs, a to po roku pewnie zniknie, po co się w to angażować”.

A tak z ciekawości, ile kosztuje taki kurs?

Zdaje się, że cena wyjściowa to $355. 

Jak na tak młodą osobę, osiągnęłaś już bardzo dużo, czy nie obawiasz się, że przyjdzie taki moment, że za parę lat powiesz, no cóż, nie mam już w Zumbie nic do zrobienia?

Nie, absolutnie nie, oprócz tego, że coś tam osiągnęłam, podkreślam, że to, co robię tutaj, w lokalnym klubie jest dla mnie najważniejsze. Prowadzę również zajęcia na Uniwersytecie Trzeciego Wieku dla seniorów, tzw. Zumba Gold i widzę siebie w przyszłości 65+ prowadzącą zajęcia ZUMBA® Gold. Nie biorę niczego innego pod uwagę, nie wyobrażam sobie życia bez tańca, dla mnie ruch, to jest życie. Nie widzę siebie siedzącej w fotelu.

Jakie cechy charakteru pomagają w osiągnięciu takich sukcesów, jakie trzeba mieć predyspozycje, żeby osiągnąć to, co Ty. Co byś poradziła innym dziewczynom?

Słyszałam ostatnio takie bardzo fajne zdanie, które brzmi “W życiu masz to, na co się odważysz”, więc jeśli chcesz coś zrobić, przestań myśleć i się bać, po prostu czasami trzeba zostawić wątpliwości za sobą i iść do przodu. Czasami kosztuje to więcej, czasami mniej i pieniędzy i czasu, poświęceń, odwagi, ale po prostu nie dostaniemy nic w życiu, jeśli będziemy stać w miejscu. Więc trzeba się odważyć, zrobić krok do przodu, później dziesięć i nie wiadomo czy dojdziesz do celu, bywa tak, że po trzecim kroku trochę nogi grzęzną, a dopiero przy dziesiątym jest sukces. 

Czyli wytrwałość, tak?

Myślę, że tak, również wiara w siebie i otwartość. Trochę jej nam chyba też brakuje, że jesteśmy zamknięci w sobie, a sami nic nie zdziałamy, trzeba współpracować z innymi ludźmi, realizować wspólne projekty, razem możemy budować coś naprawdę fajnego.

Karolina, dziękuję za rozmowę i życzę Ci wielu sukcesów i niekończącej się radości z tego, co robisz:)